Mam już dość ciągłego  wypytywania mnie o moje starokawalerstwo i brak partnerki życiowej. Za każdym razem gdy udam się z wizytą do rodziny – do rodziców, babci, ciotek lub jakichś dalekich kuzynek, rozmowa toczona przy stole zawsze, prędzej lub później, zejdzie na temat mojego życia starego kawalera i tego, że w końcu powinienem się ustatkować. Większość dziewczyn, jakie do tej pory przedstawiłem moim rodzicom, nie przypadła im do gustu, jednak w obliczu mojego długotrwałego życia w pojedynkę, rodzice zaczęli idealizować moje poprzednie partnerki i nawet namawiać mnie do odnowienia starych znajomości. Ich desperację widać gołym okiem, co bardzo mnie denerwuje.

Żeby w końcu zamknąć im usta i nie musieć wysłuchiwać ciągłych rad jak zdobyć kobietę, postanowiłem zorganizować małą maskaradę. Poprosiłem koleżankę z klasy, również analityczkę biznesową, jak ja, analityk biznesowy Bydgoszcz, by od czasu do czasu przeszła się ze mną do rodziców i poudawała trochę moją dziewczynę. Przyznam, że pomysł nie jest łatwy do realizacji, jednak Kasia jakimś cudem zgodziła mi się pomóc i nawet sama wymyśliła nam łatwą do zapamiętania historię związku.

Na ostatnim spotkaniu z rodziną, w którym uczestniczyła Kasia, rodzice byli wyraźnie zadowoleni i weselsi niż zwykle. Padło nawet kilka pochwał w moją stronę, a koleżanka świetnie wywiązywała się ze swojego zadania. Parę razy złapała mnie za rękę i nawet przy rodzicach pocałowała w policzek – nie wiem czy ona robi to nieświadomie, czy tak świetnie udaje, ale naprawdę jest dobra w tym całym odgrywaniu mojej dziewczyny.