Analitykiem biznesowym zostałem przez przypadek, ale przypadek ten okazał się być dla mnie bardzo szczęśliwy. Parę lat temu (dokładnie siedem, jeśli się nie mylę) zadzwonił do mnie kolega ze studiów z propozycją podjęcia pracy jako analityk biznesowy Jastrzębie-Zdrój. Z Tomkiem kolegowałem się na studiach, można powiedzieć, że byliśmy przyjaciółmi, dlatego gdy w firmie zwolnił się wakat analityka Tomek pomyślał właśnie o mnie. Jestem mu za to bardzo wdzięczny, mimo, że od  jakiegoś czasu nie pracujemy już razem.

W czasie otrzymania telefonu od Tomasza byłem akurat bezrobotnym, bo z jednej pracy zrezygnowałem, a drugiej nie mogłem póki co znaleźć. Oferta Tomka była dla mnie niczym koło ratunkowe, z którego bez cienia wątpliwości skorzystałem. Z analizą biznesową miałem już trochę do czynienia, więc wiedziałem czego się spodziewać.

W nowej firmie od razu się zaaklimatyzowałem, polubiłem się ze współpracownikami i szefostwem. Nasze początkowo bardzo dobre stosunki z Tomkiem szybko zaczęły się zmieniać, bo kolega zaczął być zazdrosny o moją pozycję w firmie. Przeszkadzało mu, że dobrze dogaduję się z kierownikiem i w pracy mam samych przyjaciół. Z przyjaźni bardzo szybko przeszliśmy na etap ignorowania się – do otwartej wrogości nigdy nie doszło, ale przestaliśmy się zauważać. Ja przez jakiś czas próbowałem naprawić relacje z kolegą, ale w obliczu jego niechęci musiałem się poddać i przestać się nim przejmować. Wiem, że Tomek żałuje, że polecił mnie swojemu pracodawcy, natomiast ja zawsze będę mu za to wdzięczny.